„PIP będzie zamieniać umowy B2B na etaty”, „każdy samozatrudniony pracujący od 9 do 17 jest zagrożony”, „przedsiębiorcy mają rok ochronny” – wokół nowych uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy narosło wiele obaw i uproszczeń. Tymczasem – jak tłumaczy Radosław Rogalski, adwokat i partner w Kancelarii Czupajło Ciskowski & Partnerzy – zmiana nie dotyczy samego B2B, ale sposobu, w jaki państwo będzie mogło kontrolować, czy dana współpraca rzeczywiście jest usługą biznesową,
czy ukrytym stosunkiem pracy.
Od 8 lipca 2026 r. obowiązują przepisy, które wzmacniają kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy
w zakresie kontroli umów cywilnoprawnych i współpracy B2B. Zmiana wywołała szeroką debatę wśród przedsiębiorców, ponieważ dotyczy jednego z najczęściej wykorzystywanych modeli współpracy
na rynku – szczególnie w branży IT, usługach profesjonalnych, marketingu czy doradztwie.
Według danych Eurostatu Polska należy do krajów Unii Europejskiej z wysokim udziałem osób prowadzących działalność gospodarczą jako podstawową formę aktywności zawodowej. Dla wielu specjalistów B2B oznacza większą elastyczność i możliwość samodzielnego zarządzania karierą.
Dla części firm jest natomiast sposobem na współpracę z ekspertami bez tworzenia klasycznego etatu.
Problem pojawia się wtedy, gdy nazwa umowy nie odpowiada rzeczywistości.
Czy to naprawdę koniec umów B2B?
Największe emocje wzbudziło hasło „koniec fikcyjnego B2B”. Dla wielu przedsiębiorców zabrzmiało ono jak zapowiedź likwidacji samozatrudnienia. Zdaniem ekspertów to jednak zbyt daleko idący wniosek.
– „Nowe przepisy nie oznaczają końca B2B. Nie zakazują samozatrudnienia ani współpracy między firmami. Zmieniają natomiast sposób, w jaki można zakwestionować te umowy, które w praktyce od początku miały cechy stosunku pracy” – wyjaśnia Radosław Rogalski, adwokat i partner w Kancelarii Czupajło Ciskowski & Partnerzy. Jak podkreśla, sama definicja stosunku pracy się nie zmieniła. – „Nadal obowiązują te same kryteria: osobiste wykonywanie pracy, odpłatność, ciągłość, wykonywanie obowiązków w określonym miejscu i czasie oraz podporządkowanie kierownictwu. Nowością jest przede wszystkim to, że Inspekcja Pracy zyskała szybszą ścieżkę działania” – mówi ekspert.
Do tej pory inspektor, który uznał, że dana współpraca powinna być traktowana jako stosunek pracy, musiał wystąpić do sądu. Po zmianach decyzję w pierwszej kolejności może wydać Okręgowy Inspektor Pracy.
Mit pierwszy: „PIP będzie zamieniać wszystkie B2B na etaty”
To jedna z najczęściej powtarzanych obaw przedsiębiorców. Tymczasem sama forma B2B nie jest problemem. – „Jeżeli przedsiębiorca współpracuje z kontraktorem, który samodzielnie organizuje swoją pracę, odpowiada za rezultat, ponosi ryzyko gospodarcze i świadczy usługę jako niezależny podmiot, to taka współpraca nadal pozostaje bezpieczna” – tłumaczy Radosław Rogalski.
Ryzyko pojawia się wtedy, gdy kontraktor w praktyce funkcjonuje jak pracownik. – „Czym innym jest powiedzenie: potrzebuję określonego efektu do końca miesiąca, a czym innym: masz pracować
od poniedziałku do piątku od 9 do 17, wykonywać polecenia przełożonego i być pod stałym nadzorem. Ta różnica jest kluczowa” – dodaje.
Mit drugi: „Każdy, kto pracuje w określonych godzinach, powinien mieć etat”
To jeden z częstszych argumentów pojawiających się w dyskusji po wejściu przepisów. Ekspert podkreśla jednak, że pojedynczy element współpracy nie przesądza jeszcze o jej charakterze. – „Samo ustalenie godzin dostępności nie oznacza automatycznie stosunku pracy. Inspekcja będzie oceniać całość relacji – sposób organizacji pracy, zakres samodzielności, odpowiedzialność i sposób zarządzania współpracą” – wyjaśnia. Najważniejszym kryterium pozostaje podporządkowanie. – „Jeżeli firma określa nie tylko co ma zostać wykonane, ale również dokładnie jak, kiedy i w jaki sposób, a następnie na bieżąco kontroluje realizację tych działań, coraz bardziej zbliżamy się do modelu pracowniczego” – mówi Rogalski.
Mit trzeci: „Inspektor przychodzi i od razu nakazuje zatrudnienie na etat”
Zmiana przepisów nie oznacza, że kontrola kończy się automatyczną decyzją o zmianie wszystkich umów. – „Postępowanie ma określoną procedurę. Najpierw strony mają możliwość przedstawienia swojego stanowiska. Dopiero później może dojść do wydania decyzji przez Okręgowego Inspektora Pracy. Co ważne, od takiej decyzji przysługuje odwołanie do sądu” – wyjaśnia ekspert. Ostatecznie więc to sąd pozostaje organem rozstrzygającym spór.
Mit czwarty: „Przedsiębiorcy mają rok bezpieczeństwa”
W przestrzeni publicznej pojawia się również informacja o rocznym okresie przejściowym. Zdaniem Radosława Rogalskiego nie należy traktować tego jako pełnej ochrony. – „Do 8 lipca 2027 r. dobrowolne zawarcie umowy o pracę w sytuacji, gdy relacja faktycznie ma cechy stosunku pracy, może mieć znaczenie dla odpowiedzialności za wykroczenie. Nie oznacza to jednak, że wszystkie inne konsekwencje znikają” – wskazuje. Chodzi przede wszystkim o potencjalne rozliczenia z ZUS oraz kwestie podatkowe.
Największe ryzyko? Nie sama zmiana umowy, ale koszty wstecz
Dla przedsiębiorców największym zagrożeniem może nie być sama konieczność zmiany formy współpracy, ale konsekwencje finansowe. – „Jeżeli dana relacja zostanie uznana za stosunek pracy, pojawia się szereg kolejnych kwestii: składki ZUS, potencjalne roszczenia pracownika, na przykład dotyczące nadgodzin, a także konsekwencje podatkowe. W praktyce właśnie te elementy mogą okazać się najbardziej dotkliwe” – mówi Radosław Rogalski. Szczególne znaczenie ma fakt, że rozliczenia składkowe mogą obejmować okres nawet pięciu lat wstecz.
Co powinni zrobić przedsiębiorcy?
Zdaniem eksperta najlepszym rozwiązaniem nie jest czekanie na kontrolę, ale wcześniejsze sprawdzenie stosowanych modeli współpracy. – „Największym błędem jest założenie, że skoro mamy podpisaną umowę B2B, to temat jest zamknięty. Liczy się przede wszystkim praktyka. Dokument powinien odpowiadać temu, jak rzeczywiście wygląda współpraca” – podkreśla. Dlatego coraz więcej firm decyduje się na audyt umów B2B oraz umów cywilnoprawnych. – „Audyt pozwala sprawdzić, czy organizacja jest przygotowana na kontrolę i czy sposób współpracy z kontraktorami rzeczywiście odpowiada modelowi biznesowemu. Czasami wystarczy uporządkować pewne procesy, czasami konieczna jest zmiana formy zatrudnienia. Najważniejsze jest, aby przedsiębiorca wiedział, gdzie znajduje się ryzyko” – mówi Rogalski.
Jak wskazują prawnicy Kancelarii Czupajło Ciskowski & Partnerzy, inwestycja w profesjonalną analizę umów może być znacznie niższa niż koszty późniejszych sporów, zaległości składkowych czy postępowań administracyjnych. Sprawdzenie umów z prawnikiem nie powinno być traktowane jako reakcja kryzysowa, ale jako element odpowiedzialnego zarządzania firmą. Dobrze przeprowadzony audyt pozwala przedsiębiorcy nie tylko ograniczyć ryzyko, ale przede wszystkim spokojnie prowadzić biznes
w nowych realiach prawnych.





